Syberyjska Zima
Dziennik wyprawy
20 marca
Wylot
Na umówioną godzinę zbieramy się na lotnisku Okęcie. Ekipa liczebnie skromna, ale mentalnie mocna i przygotowana na stojące przed nią wyzwania. Wsiadamy do samolotu i z przesiadką w Moskwie lecimy do Irkucka. Przed nami spotkanie z syberyjską zimą.
21 marca
Listwianka
Rankiem lądujemy w Irkucku. Temperatura na dworze –10°C, więc jak na Syberię i tą porę roku dość przyzwoita. Przedostajemy się taksówką do centrum miasta. Robimy krótki spacer ulicą Lenina i Marksa, a następnie niezbędne zakupy na centralnym rynku: chleb, wódka, ryby, kawior. Łapiemy kolejny transport i jedziemy do Listwianki, miejscowości znajdującej się nad brzegiem Bajkału, 60 kilometrów od Irkucka.
Widok na zamarznięte jezioro robi wrażenie, choć w pierwszym momencie łapie nas lekka konsternacja. Listwianka leży u ujścia Angary z Bajkału. W tym miejscu jezioro, nawet mimo syberyjskich mrozów, nigdy nie zamarza. Jednak już kilkaset metrów dalej grubość lodu przekracza metr. Zatrzymujemy się w turbazie na końcu miasteczka. Jeszcze tego samego dnia robimy krótki spacer po zamarzniętym jeziorze. Wieczór jest wyjątkowy. Siarczysty mróz spotęgowany silnym wiatrem daje poczucie ogromnego chłodu. Zachodzące słońce przeciska się przez chmury tuż nad horyzontem pięknie rozświetlając białą okolicę. Właśnie tak wyobrażaliśmy sobie Syberię zimą.
22 marca
Psie zaprzęgi
Wstajemy nieśpiesznie po suto zakrapianej nocy. Na zewnątrz piękna, słoneczna pogoda. Lekki mróz, brak wiatru, idealne warunki na rajd psimi zaprzęgami. Po śniadaniu udajemy się do "psiej bazy" znajdującej się na skraju wioski. Mały, drewniany domek, obok kilkadziesiąt psów, każdy w swojej budzie, z tabliczką informującą o imieniu zwierzaka. Bieganie z zaprzęgiem to ich żywioł, dlatego nie potrafią w spokoju wysiedzieć. Instruktorzy przygotowują zaprzęgi. W zależności od liczby ciągniętych sanek w zaprzęgu biegnie od kilku do kilkunastu psów. Na czele oczywiście przewodnik. Wybiera najlepszą drogę, reaguje na polecenia. Za nim parami kolejne psy. Z przodu młodsze i słabsze, na końcu starsze i najsilniejsze. Sanie to lekka, aluminiowa konstrukcja. Każde wyposażone są w specjalny hamulec, na wypadek gdyby zaprzęg nabierał zbyt dużej prędkości.
Po godzinnych przygotowaniach krótki instruktaż i ruszamy. Pierwsza część trasy prowadzi przez las. Teren pagórkowaty, to wznosi się to opada. Psy dzielnie rwą do przodu, a zaprzęg rozwija przyzwoitą prędkość. Panuje totalna cisza, przerywana tylko nawoływaniami instruktorów powożących zaprzęgami. Na stromszych podejściach zsiadamy z sań i pomagamy psom wciągnąć zaprzęgi do góry. Na mocniejszych zjazdach korzystamy z hamulca, by na wąskiej, krętej ścieżce nie wylądować na drzewie. Okazuje się to nie takie proste i wymaga nie lada umiejętności.
Po kilkunastu kilometrach docieramy do bazy położonej nad Bajkałem. Dwugodzinna przerwa to zasłużony odpoczynek dla psów. Dla nas to doskonały moment na spacer po okolicy i podziwianie zamarzniętego jeziora. Robi ono wrażenie. Napierający na brzegi lód tworzy wysokie, potrzaskane torosy. Tafla nie jest równa tylko poprzecinana licznymi szczelinami. W niektórych miejscach lód jest doskonale przejrzysty odsłaniając pod sobą ciemną, bajkalską głębię. Na nadbrzeżnych skałach potworzyły się lodowe organy. Wszystko wygląda jak na trochę innej planecie.
Jemy obiad i ruszamy w drogę powrotną do Listwianki. Tym razem trasa wiedzie po tafli jeziora kilkadziesiąt metrów od brzegu. Psy wzmocnione odpoczynkiem po płaskim terenie rozpędzają zaprzęgi do dużych prędkości. Trzeba być czujnym, ponieważ na śliskim lodzie dużo trudniej kierować saniami i łatwo można stracić równowagę. Otaczające nas widoki wydają się wprost nierealne. Zamarznięty Bajkał miejscami pokryty cienką warstwą śniegu ciągnie się płasko po sam horyzont. Na jego przeciwległym brzegu bieleją góry Chamar Daban. Wrażenie niesamowite zwłaszcza, gdy w pewnym momencie mija nas samochód osobowy. Rosjanie to mają wyobraźnię. Po dwóch godzinach od wyruszenia pojawiają się pierwsze zabudowania Listwianki. Kończymy rajd zadziwieni wrażeniami i widokami, których dzisiaj zaznaliśmy. Nocleg spędzamy w turbazie.
23 marca
Wyspa Olchon
Po śniadaniu wracamy do Irkucka. Łapiemy marszrutkę i na raty przedostajemy się do Chużiru na wyspie Olchon. W trakcie lata między wyspą a stałym lądem kursuje prom. Teraz przesmyk jest zamarznięty, więc Olchońskie Wrota pokonujemy samochodem. Ogarniają nas dziwne odczucia, gdy auto powoli zsuwa się na lód. Jest on jednak wystarczająco grupy by wytrzymać ucisk nawet ciężarowego Kamaza. W Chużirze zatrzymujemy się w znajomej turbazie. Jest miło i swojsko. Postój w turbazie to doskonały moment by powymieniać się wrażeniami również z innymi turystami. To również okazja by skosztować rosyjskiej bani. Koi zmęczone ciała i regeneruje umysł.
24 marca
Małe Morze
Plan na ten dzień jest prosty. Korzystając z oferty turbazy robimy sobie wycieczkę po Małym Morzu, akwenie oddzielonym od właściwego Bajkału wyspą Olchon. Pakujemy się do terenowego UAZ-a 452 i ruszamy w trasę. Jedziemy po lodzie w kierunku przeciwległego brzegu jeziora. Poruszanie się samochodem po lodzie nie jest łatwe. Powierzchnia lodu miejscami gładka, gdzie indziej potrafi być mocno połamana. Co kilka kilometrów przecinają ją szczeliny lub spiętrzenia. Jadąc trzeba być cały czas czujnym, a prędkość rzadko przekracza 60 km/h.
W połowie drogi zatrzymujemy się w bazie wędkarzy. Rozbili oni namioty bezpośrednio na lodzie, a w wywierconych przeręblach łowią ryby. Namioty opalane są piecykami, przez co jest w nich ciepło i przytulnie. Wędkarze potrafią w nich spędzać kilka dni wyciągając w tym czasie kilkadziesiąt kilogramów omula. Dziś jest ciepło, więc ryba niechętnie bierze – tłumaczą. Jedziemy dalej i po kilku kilometrach docieramy do lądu. Zatrzymujemy się przy źródłach. Rozpalamy ognisko i jemy posiłek. Z wysokiego brzegu roztacza się wspaniały widok na Małe Morze i znajdującą się po drugiej stronie podłużną wyspę Olchon.
Kolejne godziny upływają nam na objeździe Małego Morza. Zatrzymujemy się przy kilku mniejszych, bezludnych wysepkach, w tym przy wyspie Ogoj z wielką buddyjską stupą na szczycie. Kiedy słońce zbliża się już ku zachodowi wracamy do Chużiru. To doskonały moment by przejść się na nieodległą Skałę Szamankę. Noc spędzamy w turbazie racząc się wódką i rosyjskim piwem.
25 marca
Jezioro Bajkał
Dziś najbardziej emocjonujący dzień wyprawy. Naszym celem jest przedostanie się w szerz Bajkału na przeciwległy, wschodni brzeg jeziora, do miejscowości Ust’-Barguzin. Do pokonania mamy około 80 kilometrów. Wynajętym z kierowcą UAZ-em wczesnym rankiem ruszamy w drogę. Trasa początkowo prowadzi nas lądem, ale po kilku kilometrach zjeżdżamy z wyspy i wjeżdżamy na Małe Może. Ze względu na popękany lód przylądek Choboj okrążamy szerokim łukiem. Następnie wyjeżdżamy na szerokie wody Bajkału. Przejazd przez Bajkał niesie ze sobą niebezpieczeństwo. Jednak nie jest nim pękający lód, który jest wystarczająco gruby i mocny, ale awaria lub unieruchomienie samochodu. W sytuacji, gdy do najbliższego brzegu jest ponad 20 kilometrów, a do cywilizacji drugie tyle liczyć należy wyłącznie na siebie. Każdy przejazd przez szczelinę lub lodowe spiętrzenie grozi ugrzęźnięciem na dobre. Nie ma również, co liczyć na innych uczestników ruchu, bo tych po prostu nie ma.
Szczęśliwie i bezawaryjnie po 6 godzinach od wyruszenia z Olchonu docieramy do Ust’-Barguzin. Ta miejscowość to prawdziwy koniec świata. Lokalny port o tej porze roku skuty jest lodem i bardziej przypomina składowisko złomu niż morską przystań. Porozrzucane i sfatygowane upływem czasu kutry, barki i portowe żurawie nie pozostawiają wątpliwości, że znajdujemy się w sercu dawnego sowieckiego imperium. Nie wiele lepiej prezentuje się samo miasteczko. Idziemy reprezentacyjną ulicą Lenina otoczona drewnianą, piętrową zabudową. Tuż przy rzece Barguzin zatrzymujemy się w lokalnej knajpce. Mięsne pozy popijane piwem Czyngis-Chan smakują wyśmienicie. Noc spędzamy w gościńcu u miejscowej gospodyni.
26 marca
Buriacja
Planem na ten dzień jest objazd Zalewu Cziwyrkujskiego. Wczesnym rankiem pod izbę podjeżdża terenowy UAZ. Przed wyruszeniem na wycieczkę robimy zakupy prowiantu w miejscowym sklepie. Tuż za wioską zatrzymuje nas patrol milicji. Droga jest zamknięta – informują. Lokalne trzęsienie ziemi połamało lód i przejazd po zalewie jest niemożliwy. Jak się okazuje takie trzęsienia w rejonie Bajkału nie są niczym nadzwyczajnym. Samo jezioro jest tworem tektonicznym i lokalne wstrząsy mają tu miejsce kilkadziesiąt razy w roku. Nam to niestety krzyżuje plany na ten dzień. Z drugiej strony i tak mamy szczęście, że nie zdarzyło się to dzień wcześniej, gdy przejeżdżaliśmy przez Bajkał. Zmieniamy plan i jeszcze tego samego dnia jedziemy do Ułan Ude. To duże miasto jest stolicą Republiki Buriacji. Podczas wieczornego spaceru docieramy do Placu Lenina i pomniku "głowa Lenina", z którego Ułan Ude słynie. Na deser raczymy się piwem, tym razem irlandzkim w miejscowym Irish Pub-ie.
27 marca
Kolej Transsyberyjska
Kolejnego dnia pogoda prezentuje się bez zarzutu. Skapane w porannym słońcu ulice Ułan Ude wyglądają dużo lepiej niż wczorajszej nocy. Docieramy do lodowych rzeźb i imponującego Soboru Hodegetrii. Jeszcze raz rzucamy okiem na "głowę Lenina" i jedziemy na dworzec kolejowy. Wsiadamy w pociąg nr 2 relacji Władywostok – Moskwa. Następny przystanek – Sludianka, czas przejazdu – 5 godzin.
Ten odcinek Transsibu biegnie wzdłuż południowego brzegu Bajkału. Tory miejscami zbliżają się do jeziora na odległość kilku metrów. Piękna pogoda umożliwia pełne podziwianie okolicy – jeziora i graniczącego z nim pasma Chamar Daban. Uroku podróży dodaje klimat plackartnego wagonu, towarzystwo współpasażerów i herbata z samowaru. Późnym popołudniem docieramy do Sludianki. Na nocleg wybieramy turbazę znajdującą się tuż przy Muzeum Mineralogicznym. Jest to doskonała okazja by zapoznać się z kamiennymi eksponatami z całej Syberii i innych regionów świata.
28 marca
Sludianka
Skoro świt wypożyczamy narty biegowe i ruszamy na kolejny emocjonujący dzień wyprawy.
Marszrutką wjeżdżamy w okoliczne góry skąd rozpoczyna się nasza 40-kilometrowa trasa biegu. Pierwszy odcinek "łyżnej drogi" prowadzi łagodnymi zjazdami przez zalesione góry wprost do jeziora Bajkał. Trasę 15 kilometrów pokonujemy w 4 godziny. Nie jest łatwo utrzymać równowagę na krętych ścieżkach i starym, wysłużonym sprzęcie. Do jeziora docieramy w miejscu, w którym przebiega Kolej Krugobajkalska. Druga część trasy prowadzi już po powierzchni Bajkału. Niby idzie łatwiej, ale odległość robi swoje. Gdy dobiegamy do Sludianki jest już ciemno, a zmęczenie powala nas z nóg. Nie przeszkadza to jednak na spędzenie kolejnego miłego wieczoru, tradycyjnie przy wędzonej rybie i rosyjskiej wódeczce.
29 marca
Irkuck
Ostatni dzień wyprawy postanawiamy spędzić w Irkucku. To doskonały moment na zakupy pamiątek i prezentów, czy spacer wśród zabytków pamiętających jeszcze polskich zesłańców. Ostatnie rosyjskie piwo, ostatni wędzony omul, ostatni widok na pomnik Lenina. Mimo, że to końcówka marca zima na Syberii nie odpuszcza. Sypie śnieg, jest kilka stopni mrozu. Gorące i pełne życia miasto nie pozwala jednak zamarznąć. Objuczeni podarkami dla najbliższych kierujemy się do hotelu na ostatni podczas tej wyprawy nocleg.
30 marca
Powrót
Jest jeszcze ciemno, gdy taksówkarz wiezie nas na lotnisko. Dzięki zmianie czasu przelot do Moskwy trwa godzinę. Szybka przesiadka i przed południem lądujemy w Warszawie. Tutaj wiosna zagląda już pełną gębą. Tam gdzie byliśmy jeszcze kilka godzin temu przyjdzie dopiero za miesiąc. Niby mała rzecz, a cieszy. Nawet po kilku dniach intensywnej wyprawy miło wraca się do domu. Ciut zmęczeni, ale zadowoleni i pełni wrażeń z ostatnich kilku dni jesteśmy zgodni – warto było ostatnie dni tej zimy poszukać na Syberii.